Maciej Rybiński
O katastrofie
Brak jakichkolwiek śladów zamachu nie dowodzi braku zamachu, dowodzi perfekcyjności zamachu. Z takim podejściem nie wygrasz nigdy.
Nie ma co ukrywać, że - jakkolwiek to brzmi - jestem
szczęściarzem, bo nie tylko pochodzę z miasta
w którym urodził się Adam Małysz, ale mam kuzyna
Adama Pilcha, który zginął w katastrofie smoleńskiej.
Bo z tego, co widzę, wielu kolegów literatów, mniejsza
o nazwiska, dałoby niejedno, żeby w tej katastrofie zginął
im a to szwagier, a to żona, jakiś sąsiad przynajmniej.
Stąd kult katastrofy, bicie (bardzo pogańskie, choć
niby katolicy to czynią) pokłonów katastrofie, dawanie
jej nominacji na przeżycie pokoleniowe, na początek
jak nie nowej ery, to nowej historii Polski.
Głosi pan profetycznie, że to się nigdy nie skończy.
Z każdym rokiem rzecz będzie gęstnieć mitycznie i nabierając
zupełnie obłąkańczych mocy. Znaczne obszary genetycznej
polskiej antyrosyjskości będą na niej
wzrastać, owocować i czerpać życiodajne soki. I bez
względu na to, co powiedzą spece od katastrof, pozostanie
ona katastrofą tajemniczą, dziwną i straszną.
Głód apokalipsy mało kiedy maleje. I nie ma ludzkiej
siły, żeby to naprostować. Szkoda wdawać się
w polemiki. Brak jakichkolwiek śladów zamachu nie
dowodzi braku zamachu, dowodzi perfekcyjności
zamachu. Z takim podejściem nie wygrasz nigdy.
(...)
Fragment myśli Jerzego Pilcha, zapisanych przez Dorotę Wodecką w Magazynie KSIĄŻKI nr 2/5
Ilustracja: Mezzapelle Deriu, Klick!!!
26 niepalących oraz trzeźwych - więc tryskających bardzo zdrowym humorem - facetów
wyszła i przeszła
wyszła i przeszła
wzór do naśladowania
Mariola weszła
usiadła wstała przeszła
wyszła
ja leżałem milczałem
nie wstałem
wysiadłem przysiadłem
byłem w dołku
Ola zajrzała
ale nie weszła nie wyszła
choć przyszła
spuściła wodę
z różowej muszli
morza czerwonego
martwego perła
czarna
Jola-Mariola znów
weszła miała oczy
zarosłe rzęsą długą
jak monolog hamleta
miała czerwoną bieliznę
dojrzała zdała
została moją na kocią łapę
Po roku wstała wyszła
nigdy nie przyszła
ja leżałem
rosła mi broda
i paznokcie
zostałem Świętym Mikołajem
potem
Świętym Walentym w Dublinie
wydałem piąty tomik
wierszy
czułość otyłość miłość
szósty napisał moją ręką
anioł nostra Damus
potwierdził to Jarek
który jest poetą wibratorem
ale pieprzy poezję
weszła lola otworzyła się jak puszka
pandory
pełna ciepłej zupy
Tadeusz Różewicz Kup kota w worku (work in Progress)
Biuro Literackie, Wrocław 2008
Ilustracja: Arte Inquietante Klick!!!



























