8 lutego 2012, środa

Czytelnia człowieka dla ludzi

Łaskotacz

Grzech

 






W życiu by się tak nie poniżyłem żeby jakąś książkę przeczytać!


 




Grzech

 

Nie znam się na samochodach tak jak niektórzy. No, ale tyle to przecież wiem, że ten który teraz przykuwa moją uwagę, to jest taki za milion albo za trzy. Ferrari, lamborghini, maserami albo jakiś produkt bugatti; nie jakiś tam zwykły porsche czy banalny mesiu, co się nimi wozi mafia lub inni prywaciarze. Nie zastanawiam się, czego można spodziewać się po facecie w aucie za trzy miliony na polskiej drodze;  nie rozpatruję odwetowo czy ma białe skarpetki, jest właścicielem kiepskiego zegarka i sweterka polo z hipermarketu? Nie przypisuję mu marzycielsko i triumfalnie autorstwa kwestii: W życiu by się tak nie poniżyłem żeby jakąś książkę przeczytać! Nie. Najpewniej ma białe skarpetki, bardzo drogi zegarek i imponującą bibliotekę, i w ogóle zestaw dżentelmeński jak się patrzy, z kulturalną kobietą wytrenowaną do roli tła, imponująco przyjemnego, automatycznie uruchamiającego zazdrość. Co innego mnie zastanawia przez te siedem sekund, kiedy jest mi dane widzieć to zjawisko – bo przecież pędzi z szykiem luksusowym i znika gdzieś, porażając już pole widzenia innych obserwatorów, zmuszonych do poradzenia sobie z tym zjawiskowym widokiem. Zastanawiam się otóż, jak można w biały dzień wyjechać autem za (powiedzmy) trzy miliony na publiczną ulicę, po której chodzą normalni ludzie w zwyczajnych sprawach człowieczych  i nic sobie z tego nie robić? Kto sobie potrafi z takim czymś poradzić? Z tym, że każdy mu źle życzy, nie wiedząc nawet komu konkretnie. Co trzeba zrobić, by dotrzeć do takiego stanu obojętności?, albo znieczulicy, jak kto woli. Jakie traumy doprowadzają do osiągnięcia mistrzostwa w byciu znienawidzonym przez wszystkich? Zaczynam się martwić o tego człowieka, który nie zdołał mnie nawet zauważyć. Obsesja bycia w porządku podpowiada mi/nakazuje pomóc temu przypadkowi; przecież na każdym posterunku trzeba walczyć o lepszy wizerunek świata, nawet w najpodlejszych jego przejawach patologie uzdrawiać, do normalności przywracać….

Rozgrzeszam się - może i infantylnie - tłumacząc, że przecież nie jestem Panem Jezusem i nikomu nie obiecałem, że zamierzam na Jego miejsce awansować. Poza tym, świeci słońce, zapowiada się fajny dzień, więc nie chce mi się nawet myśleć do jakich nikczemnych form może jeszcze eskalować to zjawisko w czerwonej blasze za trzy miliony.  Jestem w drodze do Ciebie i wszystko może się zdarzyć, w każdym razie bardzo wiele sobie obiecuję po spotkaniu. Z nadzieją, że Ty też. Więc ten biedak musi sobie dzisiaj jakoś sam poradzić. Ze sobą, i z całym światem. Postanawiam go przegapić. Zaczynam zastanawiać się w co też dzisiaj będziesz nieubrana? Przychodzą mi do głowy różne kombinacje.


ilustracja: Tomasz Bohajedyn

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.