18 listopada 2017, sobota

Czytelnia człowieka dla ludzi

Tom Robbins

Cel istnienia księżyca

 

 

 

 

 

 

 

Vincent van Gogh obciął sobie ucho

i posłał je Marilyn Monroe


Czytaj dalej, Klick!!!

 

fot. piekneparasolki.pl


 

 

 

Tom Robbins

Przełożtył Tomasz Markowicz

 

Cel istnienia księżyca

 

 

     Vincent van Gogh obciął sobie ucho i posłał je Marilyn

Monroe.

     Marilyn Monroe tak się wzruszyła, że zrezygnowała z

kariery, z basenu, z kręcenia pupką z telefonu, z samobójstwa

- słowem, ze wszystkiego - i wyjechała na południe Francji do

 Vincenta van Gogha.

     Czy żyli długo i szczęśliwie? Tego nie wiadomo. Ale na

pewno udawali, że żyją szczeęśliwie. Ponieważ zaś wszystko,

co udajemy, staje się rzeczywistością, fałszywe szczęście w

niczym nie ustępuje prawdziwemu.

 

 

 

 

 

      Vincent van Gogh obciął sobie ucho i posłał je Marilyn

Monroe. Kiedy Marilyn Monroe otworzyła paczkę i zobaczyła

ucho, błysnęła swoim sławnym uśmiechem kota-co-połknął-

-banan.

      Marilyn Monroe schowała ucho do palisandrowego

puzderka stojącego na toaletce. Wyjmowała je stamtąd często,

głaskała, drapała, i chichocząc, dmuchała na nie. Pewnego

razu zawiesiła je na szyi na srebrnym łańcuszku i tak poszła

na przyjęcie. Zamierzała napisać do właściciela ucha i uprzejmie

mu podziękować, ale wciąż nie miała na to czasu.

      Czy Vincent van Gogh był głupcem?

      Może to Marilyn Monroe była głupia. Ostatecznie Vincent

van Gogh uczynił wspaniały gest, a Marilyn Monero potraktowała

to jak blahostkę.

 

 

 

 

 

       Vincent van Gogh obciał sobie ucho i poslal je Marilyn

Monroe. Kilka tygodni później paczka wróciła do Vincenta

van Gogha z adnotacją. ADRESATKA NIE ŻYJE.

       Vincent van Gogh upewnił się, czy to prawda. Przy

okazji dowiedział się, że Joe DiMaggio zapłacił za to, aby

po wsze czasy na grobie Marilyn Monroe kładziono co trzy

dni swieże róże. Nie dopóki będzie żył Joe DiMaggio, nie

dopóki będzie istnial Hollywood, lecz właśnie po wsze czasy.

       Vincent opart się o rozedrgany pióropusz epileptycznego

słonecznika.

       - Kiedy nastąpi koniec świata - rzekl - Joe DiMaggio

dostanie z powrotem nieco gotówki.

 

 

 

 

       Vincent van Gogh obciał sobie ucho i poslal je Marilyn

Monroe.W odpowiedzi Marilyn Monroe też obcięła sobie

ucho i posłała je Vincentowi van Goghowi.

       Vincent van Gogh obciął sobie mały palec u nogi i posłał

go Marilyn Monroe. Marilyn Monroe zrewanżowała mu

się swoim. Następnie Vincent van Gogh obciął sobie powiekę

i przesłał ją pocztą. Wkrótce nadeszła powieka Marilyn Monroe.

Ich zażyłość rosła.

       Wymienili palce, języki, pępki i sutki. Pewnego dnia

Vincent van Gogh wyciął sobie serce i czym prędzej wysłał

do Hollywoodu — jednakże fcorespondencyjny romans znudził

się już Marilyn Monroe i uciekła do Tijuany z Warrenem

Beatty.

       Vincent van Gogh był zdruzgotany. A przecież mógł się

tego spodziewać. Miłość często kończy się w ten sposób.

 

 

 

 

       Vincent van Gogh obciął scbie ucho i posłał je Marilyn

Monroe. Niedługo potem Marilyn Mcnroa przyleciała samolotem

do Paryża, wynajęła samochód i pojechała na południe

Francji złożyć wizytę Vincentowi van Goghowi.

       Kiedy się już sobie przedstawili, Marilyn Monroe wyjeła

paczkę ciasteczek ,,Hostess Twinkles". Ponieważ ciasteczka

te zawsze podróżują parami i tak jak kojoty, goryle,

mieczniki oraz żurawie nigdy nie zmieniają partnera, każde

z nich mogło jeść własne.

       Gdy zjedli, Marilyn Monroe wyjęła z koszyka igłę,

szpulkę zielonych nici i przyszyła ucho Vincentowi van

Goghowi.

       - Gotowe - powiedziala zlizując z kącika ust krem

po ciasteczku. - Gotowe, brzydalku. Jeżeli na dowód miłości

znów kiedyś będziesz chciał obciąć kawalek siebie przypomnij

sobie pewien stary żydowski obyczaj. Sam zabieg jest

czysty i usankcjonowany społecznie. A co najważniejsze, nawet

iglła nie może się obejść bez ucha, podczas gdy napletek

nie jest nikomu potrzebny.

 

 

 

 

       Vincent van Gogh obciął sobie ucho i posłał je Marilyn

Monroe.

       Obcięte ucho przypominało Marrilin Monero półksiężyc,

Więc przez długie godziny wpatrywała się w nie przy świetle

ksieżyca.

       Zatelefonowala do Vincenta van Gogha.

      - Po co istnieje księżyc? — spytała.

       Vincent van Gogh zastanowił się nad jej pytaniem.

Doszedł do wniosku, że jest głupie.

       Albert Camus napisał, że jedyne istotne pytanie, to czy

się zabić, czy nie.

       Tom Robbins napisał, że jedyne istotne pytanie, to czy

czas ma początek i koniec, czy nie ma.

       Camus najwidoczniej wstał z łóżka lewą nogą, a Robbins

zapomniał nastawić budzik.

       Jest tylko jedno istotne pytanie. A mianowicie: Jak

zatrzymać miłość?

       Jeżeli odpowiecie, powiem wam, czy się zabić, czy nie.

       Jeżeli odpowiecie, powiem wam, czy czas ma początek

i koniec.

       Jeżeli odpowiecie, zdradzę warn, jaki jest cel istnienia

ksieżyca.

 

 

 

 

       Vincent van Gogh obciął sobie ucho i posłał je Marilyn

Monroe. Paul Gauguin był wstrząśnięty.

       - Vincencie, to doprawdy niesmaczne! — zawołał. -

W przyszlości, dlugo po twojej śmierci, ludzie będą pamiętali

cię bardziej za to, że obciąłeś sobie ucho, niż za piękno

i prawdę twojej sztuki.

        Vincent van Gogh spojrzał spod bandaży na Paula

Gauguina i uśmiechnął się.

       - Nie przejmuj się - rzekł. - Sztuka umie sobie sama

radzić. A co świat będzie myślał o mnie po mojej śmierci, nie

obchodzi mnie zupelnie. Ważne jest życie. Ważna jest miłość.

Tak, stary.

        Nazajutrz Paul Gauguin odciął się od żony i wyekspediował

na Tahiti.

       - Biedny Gauguin. — Vincent van Gogh westchnął.

- Zrozumiał tylko połowę tego, co mówiłem.

 

 

 

 

 

       Vincent van Gogh obciął sobie ucho i posłał je Marilyn

Monroe. Natychmiast jednak pożałował swego czynu i popadł

w głęboką depresję.

       - Och, jak mogłem postąpić tak niedelikatnie? - pomyślał.

- Ucho to zbyt intymny podarunek. Należało jej

posłać fiołki albo fosfor. Należało jej posłać kartofle, pastę,

do zębów lub odpowiedniej szerokości pociągnięcia pędzla.

Na pewno obraziłem ją posyłając ucho. Och, powinienem

nazywać się Vincent van Gbur. Wszystko zepsułem!

       Kiedy tak sie, zamartwiał, z Ameryki nadszedł krótki

list. ,,Szanowny Panie! - zaczynał się - Bardzo Panu dzię -

kuję za jedwabną sakiewkę". Vincent van Gogh odetchnął.

Uśmiechnął się od ucha do... Hm.

 

 

 

 

 

       Vincent van Gogh obciął sobie ucho. Chciał je podarować

Marilyn Monroe, ale nie bardzo wiedział, jak to zrobić.

      Nie stać go było, żeby zawieźć je osobiście. Wspólnych

przyjaciół nie mieli. Gdyby zaś wysłał je na adres wytwórni

filmowej, jakaś tęga kobieta w tweedowym kostiumie na

pewno wyrzuciłaby je do śmieci.

       Czy mógł powierzyć ucho firmie ekspedycyjnej?

       Ucho Vincenta van Gogha było jego miłoscią. Ponieważ

nie potrafił zdobyć się na to, żeby je wysłać normalną

drogą, poszedł na pole pszenicy i postał ucho przez wronę.



Tom Robbins

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

trochę abstrakcji... (0)~artysta nieznany czyli sfrustrowany, 2016-05-23 08:38:11

a nie jak w "loving vincent" wspaniała próba wyjaśnienia tajemnicy.Po co mi wyjaśnienie tajemnicy,ktora jest niezbędnym elementem odbioru poruszającej postawy malarza i jego malarstwa.A jeszcze to malarstwo nachalnie się rusza.Banalnie ożywione ręcznie malowane.Kiczowato.Na ch...mi to, jak mawia Jerzy Gruza.

Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.